Wczasy
Dzisiaj bardzo luźny dzień. Najpierw poszliśmy na plaże i trochę się pluskaliśmy, chociaż ja nie zdecydowałam się pływać. Z perspektywy Azjaty mam dwie uwagi:
- woda w Europie zawsze jest zimna
- zadziwia mnie to, ze ludzie się odsłaniają, a nie zasłaniają przed słońcem. Nawet się opalają!





Po sjeście poszliśmy wzdłuż jeziora znowu do Kotor trochę pozwiedzać. Udało nam się wejść do kilu kościołów; jeden był maluteńki, chyba oryginalnie zbudowany jako zwykły dom. Spróbowaliśmy też lokalnego ciasta, coś w stylu napoleonki, ale ostatnią napoleonkę jadłam w Paryżu, robiona przez wybitnego kucharza na miejscu (chociaż to stołówka w firmie była!) więc wiadomo, która lepiej smakowała.
Na koniec jeszcze przeszliśmy się po murach miasta z ładną zielenią i jeszcze ładniejszymi kotami.
















