Mona
odeszła na wieczne łowy do kociego nieba. Najbardziej będzie nam brakowało jej codziennego patrolu po domu o poranku i spania z mruczącym kociakiem. Dostała na drogę saszetkę karmy i muszlę św Jakuba. Do zobaczenia, Mona ❤️
odeszła na wieczne łowy do kociego nieba. Najbardziej będzie nam brakowało jej codziennego patrolu po domu o poranku i spania z mruczącym kociakiem. Dostała na drogę saszetkę karmy i muszlę św Jakuba. Do zobaczenia, Mona ❤️
Następna samotna, szybka wycieczka zanim utknę przy biurku na następnych kilka lat. Wejście na Taubenstein prowadziło przez zamarznięty, stromy stok narciarski… na szczęście nie taki regularny, tylko taki używany przez ludzi na ski-tourach, a że było rano, to jeszcze nikt nie zdążył wejść, więc taż nikt nie zjeżdżał. Czy było
Na ta wycieczkę chciałam bardzo iść (być może ostatni wolny dzień przed zaczęciem nowej-starej pracy, no i kolejka w remoncie = brak niedzielnych turystów), z drugiej strony prognozy pogody były straszne: rano deszcz, później zupełnie zachmurzone niebo. A wycieczka długa (ponad 1300 metrów w górę i 17 km), głupio by było
Tak wyszło, że mogłyśmy jechać tylko w dzisiaj i tylko w ten rejon, chociaż prognozy pogody były takie średnie. Ale wszędzie nie były najlepsze. Pojechałyśmy do Birkenstein i wchodziliśmy na Breitenstein. Na początku wyglądało tak, jakby trzeba się było tylko wystarczająco wysoko wspiąć, wtedy będzie widać słońce. Rzeczywiście, przed ostatnim