Wank i okolice
Na ta wycieczkę chciałam bardzo iść (być może ostatni wolny dzień przed zaczęciem nowej-starej pracy, no i kolejka w remoncie = brak niedzielnych turystów), z drugiej strony prognozy pogody były straszne: rano deszcz, później zupełnie zachmurzone niebo. A wycieczka długa (ponad 1300 metrów w górę i 17 km), głupio by było znowu oglądać mgłę. Ale potrzeba poruszania się wygrała i pojechałam.
Było tak, jak zapowiadali: rano mżawka na pierwszym podejściu sam lód, no koniec świata. Ale im wyżej wychodziłam, tym lepsza pogoda się robiła. W końcu wyszło słońce! Podejście długie i strome, ale widoki na pierwszym szczycie (Eckenberg) były tego warte. Przeszłam dalej na Wank i tam zrobiłam dłuższy prostuj z grochówka z termosika. Najlepsza część: na górze był jeden facet tylko, ale akurat szykował się do zejścia. Cała góra dla mnie 😀 a wokol słońca pojawiła się tęcza!
Schodziłam zupełnie inna droga, na drugą stronę góry, więc zejście zabrało mi chyba więcej czasu niż wejście, bo po prostu dużo kilometrów do przejścia było. A, jeszcze było to zejście z podejściem, trochę mnie spowolniło 😅 Na koniec trafiłam do kościółka franciszkanów, bardzo klimatyczne miejsce!
























