Taubenstein i Rotwand(Haus)

Taubenstein i Rotwand(Haus)

Następna samotna, szybka wycieczka zanim utknę przy biurku na następnych kilka lat. Wejście na Taubenstein prowadziło przez zamarznięty, stromy stok narciarski… na szczęście nie taki regularny, tylko taki używany przez ludzi na ski-tourach, a że było rano, to jeszcze nikt nie zdążył wejść, więc taż nikt nie zjeżdżał. Czy było ciężko? Tak! Nawet kijki już wyciągnęłam, chociaż jakiś czekam chyba byłby lepszy 😉 Czy dałam radę? Tak. Po kursie „wytrzymałość i kondycja“ czuję, że mogę wszystko, albo przynajmniej czuję, ze nie mogę się poddać, bo przyjdzie baba i na mnie nakrzyczy 😉 Ale tak na serio, to jest to najlepszy kurs fitness na jakim w życiu byłam.

Pochodziłam trochę po wydeptanych w śniegu ścieżkach, przeszłam przez dwie przełęcze i doszłam pod Rotwand. Droga bezpośrednia była zamknięta, bo jakieś ptaki mają okres godowy, więc zeszłam do schroniska i chciałam stamtąd te ostatnie 100 metrów wejść na szczyt. Ale szlak był w pełnym słońcu, od strony południowej i takie błocko się zrobiło, że stwierdziłam, że mam gdzieś szczyt i nie idę. Zjadłam zupkę z termosika nad przepaścią i zeszłam już bardziej cywilizowaną drogą (ale za to dłłłługą) do auta nad Spitzingsee.