Sarajewo
Bardzo dużo się dzisiaj działo. Z samego rana poszliśmy do muzeum Sarajewa, gdzie jest wystawa o zamachu na arcyksięcia Franciszka. Jedną salą, ale ciekawa. Można nawet zobaczyć pistolet, za pomocą którego dokonano zamachu.




Dalej przeszliśmy do muzeum zbrodni wojennych. W Sarajewie są co najmniej trzy muzea poświęconej wojnie, ale wybraliśmy to największe. Jest po prostu wstrząsające. W jednej sali można usiąść i oglądać cały cykl krótkich filmików o różnych aspektach życia w czasie wojny. Są pokazywane filmy archiwalne i wypowiadają się też świadkowie, którzy to przeżyli. Ciężkie to było bardzo, ale też dużo można było się dowiedzieć.






Dalej przeszliśmy do katedry, a zaraz obok był targ, gdzie rzuciliśmy się na wspaniałe truskawki, czereśnie i warzywa. Bardzo dobre tu jedzenie mają!





W drodze do domu weszliśmy jeszcze do katedry prawosławnej i meczetu, ale była nam potrzebna sjesta.







Po południu plany były bardzo mgliste: wiedziałam, że chce iść do jednej kawiarenki i pod biały fort na wzgórzach nad miastem. Po drodze mijaliśmy ratusz, ciekawy z zewnątrz i powalający wewnątrz.








Kawiarenka okazała się bardzo ładna i przytulna, a do tego ciekawa, bo siedział tam fotograf z Hawajów, trochę coś opowiadał o sobie i poprosił mnie, żebym go sfilmowała 😄 Marcel spróbował też salep, tradycyjny napój mleczny z przyprawami, który znałam tylko z opowiadań.







Ruszyliśmy dalej pod górę różnymi stromymi uliczkami. Tutaj miasto wygląda prawie jak wieś, ogólnie widać, że niedawno była tu wojna i jest biednie.





Na górze okazało się, że fort zamknięty, bo akurat zaczynają się święta muzułmańskie. No to usiedliśmy w restauracji obok, żeby trochę odpocząć. Dopatrzyłam się na mapie, że do fortu nie można wejść, ale za to ścieżka pod fortem dojść na punkt widokowy.




Wróciliśmy ciut inną drogą do miasta, akurat na zachód słońca, jak muzeami zaczęli śpiewać. Jeszcze na chodniku zauważyliśmy czerwone plamy: to „pomniki“ w miejscach, gdzie spadały pociski. Ponoć takich miejsc w mieście jest wiele. I tak się jakoś tu wszystko miesza ze sobą: zabytki, muzea, kościoły, domy ze śladami po kulach i przytulne kawiarenki.











