Priener Hütte z rundką po Tyrolu

Priener Hütte z rundką po Tyrolu

Plan był taki, żeby iść gdzieś, gdzie nie ma lawin, bo to ostatnio spore zagrożenie jest. Padło więc na drogę do schroniska, szeroka i wyjeżdżoną skuterami śnieżnymi. Może to mało ekscytujące, ale zawsze trochę można w górę wejść i pooglądać widoki.

Droga rzeczywiście była dosyć monotonna, ale za to od początku ostro w górę, więc szybko można było się rozgrzać (na parkingu -10). Śniegu też sporo, czasem lód, od razu szłam w raczkach. Pierwszy odpoczynek przed bacówką, z ławka na pełnym słońcu i z pierwszymi widokami. Napiłam się, wstałam i poszłam dalej. W złą stronę 😀 Ale dosyć szybko się zorientowałam, że do schroniska to raczej bardziej w górę by trzeba było niż w dół… 

Bardzo ciekawie na halach leżał śnieg, z najróżniejszymi wzorami.

W końcu doszłam do schroniska, kupiłam knedla z sosem grzybowym, piwo i usiadłam na tarasie. W słońcu było bardzo ciepło, wszyscy siedzieli na zewnątrz i podziwiali widoki na Kaisergebierge.

Dalej plan był taki, żeby wypożyczyć sanki i na nich zjechać do auta. Niestety pani powiedziała, że jest za ślisko, zbyt niebezpiecznie i sanek teraz nie wypożyczają. Trochę głupio 🫤 Żal mi było tak po prostu zejść do auta, czułam jakiś niedosyt przygody 😀 No i zdecydowałam się schodzić przez tyrolską stronę na parking (schronisko leży prawie na granicy). Tylko to już nie była droga, tylko ścieżka. W lato pewnie zupełnie bezproblemowa, teraz to tylko zamarznięte odciski butów na polu śniegu. Trzeba było zaufać, ze ludzie wiedzieli gdzie idą i nie stawiać stop gdzieś na boki, bo można się było miejscami nieźle zakopać. Ale ogólnie to było super, w końcu poczułam, że chodzę po górach.

Przeszłam przez śniegi, kawałek lasu, doszłam na przełęcz a tam widok! Ale jaki! Co zakręt nowe góry się wyłaniały, słońce, a na dole w dolinie rzeki Inn mgła.

Doszłam do jakiejś ławeczki i był to doskonały moment na pieczona owsiankę z najlepszym na świecie widokiem. 

Później trzeba było już na serio schodzić w dol, bo słońce zaczęło powoli zachodzić. Jedna drogą w dół okazała się być zupełnie zasypana i musiałam szukać zejścia trochę dalej.

Przeszłam przez granicę tyrolsko- bawarską i lasami schodziłam w stronę parkingu.

granica bawarsko - tyrolska

Ale udało się, jeszcze przed zmrokiem byłam przy aucie. Na dole znowu spory Mróz, dalej, już od Aschau duże mgły. A w Kaisergebierge always the sun ☀️