Noc herezji

Noc herezji

Wiadomo, że demokracja to herezja i nie mogę jej popierać modląc się przynajmniej trzy razy dziennie o królestwo. Ale przyciągnęły mnie tańce irlandzkie i zwiedzanie sądu (ostatecznego ;) ), pogoda się poprawiła, nie dałam rady już więcej pracować, więc poszliśmy na noc demokracji na starym mieście.

Wszędzie coś się działo, jakieś stoiska (czasem z bardzo głupimi hasłami typu „ demokracja to nie algorytm“, what?), otwarte sale, ludzie zwiedzający miasto. My najpierw poszliśmy tańczyć z muzyką grana na żywo, a później trochę przeszliśmy się po mieście. Na rynku wyświetlano jakieś filmy, na trochę się zatrzymaliśmy i weszliśmy do ratusza, bo to jednak bardzo ładny budynek jest. W głównej sali obrad był jakiś wykład o kobietach i ich związku z demokracją, wytrzymaliśmy chwilę, ale mogłam sobie popatrzeć na sufit :D i spotkaliśmy też naszą trenerkę. 

Poszliśmy dalej, w końcu dotarliśmy pod sąd. To był hit wieczoru! Najpierw jeden sędzia opowiadał nam co robi, później przeszliśmy do drugiej sali i tam, w przyspieszonym tempie odbył się proces, z prawdziwym sędzią, oskarżycielem i udawaną oskarżona. Na koniec można było zadawać pytania i byłam pod wrażeniem jak ciekawe, przemyślane one były i jak sędzia wspaniale, trochę z humorem na nie odpowiadał.

Był jeszcze teatr i wiele innych atrakcji, ale po tak pracowitym tygodniu największą atrakcją było dla nas łóżko 😄

0:00
/0:15