Mamy Freising we Włoszech

Mamy Freising we Włoszech

Przyjechaliśmy na ostatnie dni wakacji do Tyrolu, ale akurat zepsuła się pogoda. Wczoraj pomiędzy deszczem porannym a wieczornym poszliśmy na wycieczkę do wąwozu niedaleko nas, żeby się trochę poruszać. Największą atrakcją dla dzieci i tak są baseny i jacuzzi, też na zewnątrz, z podgrzewaną wodą, gdzie można sobie pływać i siedzieć nawet przy typowo zakopiańskiej pogodzie.

Rano zaczęły podnosić się mgły i gdzie-niegdzie wychodzić słońce. Trochę było strach iść tu w góry, więc ruszyliśmy autem w stronę Włoch, bo to tylko godzina jazdy. Mielismy do zrobienia jakieś włoskie zakupy, ale bardzo zależało mi na zwiedzeniu miasteczka San Candido, w którym kiedyś nawet byliśmy, ale jakoś tak przelotnie. A jest to miasto, które kiedyś należało do Freising. Już w ósmym wieku Tasillo na prośbę biskupa Atto z Freising założył tu klasztor benedyktyński. W XII w klasztor został rozbudowany i przebudowany w dzisiejszy kościół. Cała budowla robi ogromne wrażenie, szczególnie że w tle widać szczyty Dolomitów!  Weszliśmy do barokowego kościoła obok, chcieliśmy iść do muzeum, ale ma niestety dziwaczne godziny otwarcia. Za to w poszukiwaniu parkingu dwa razy przejechaliśmy przez via Freising :D

Dalej podjechaliśmy pod dolinę na małą wycieczkę. Widoki na góry niesamowite! Trochę przesłaniały czasem chmury, ale robiły też fajną atmosferę. Doszliśmy do schroniska, a w dół zjechaliśmy już autobusem.

Ja już miałam tylko siłę na saunę, ale Maji nigdy się basen nie znudzi.