Hallstatt

Hallstatt

Dzień się zaczął buro i ponuro, ale jak jestem w górach i jeszcze nad jeziorem to nic mnie nie powstrzyma od wypicia porannej kawy na zewnątrz.

Później podjechaliśmy na Msze do Hallstatt, ale że całe miasteczko jest zamknięte dla aut, to trzeba było zaparkować przed i przejść na sam koniec do kościoła na górce. Takim oto sposobem przed 10 zwiedziliśmy już prawie wszystko 😉 Domy do przyklejone do stromych zboczy, wiszą pomiędzy skałami a jeziorem na skrawku ziemi, so kościoła podchodzi się nawet czymś w rodzaju tunelu. Sam kościół bardzo ciekawy, bo z dwoma ołtarzami. Pewnie jeden z nich to boczny, ale że oba są    mniej więcej na tej samej linii, więc wygląda to ciekawie.

Przy kościele jest cmentarz a na nim kaplica z malowanymi czaszkami, niestety zamknięta dzisiaj, chociaż miałam nadzieję, że świąteczny poniedziałek liczy się jak niedziela. Ale nic, będzie pretekst żeby jeszcze raz przyjechać. 

Dla dzieci największą atrakcją był lokalny kot. Zapisany jako „local cat“ na Google Maps rzeczywiście siedzi w tym miejscu i daje się fotografować turystom (z głaskaniem trochę słabiej).

A my trochę jeszcze pochodziliśmy po uliczkach, poszliśmy do sklepu z solą (bo z soli pochodzi całe bogactwo rejonu) i już przy parkingu weszliśmy to malutkiego kościółka. Pierwszy szok, że był otwarty, bo z zewnątrz wyglądało to na dosyć opuszczone.Drugi, że tak niesamowicie bogato zdobiony. A trzeci, że jeszcze można było wejść do lochów, do Grobu Pańskiego.

Wróciliśmy do domu i zrobiło się całkiem słonecznie, więc po obiedzie wybraliśmy się na wycieczkę na punkt widokowy. Po drodze można było zobaczyć austriackie tradycje wielkanocne: wszystko co ma koła i nie jest przywiązane jest gdzieś chowane, ale w praktyce ląduje gdzieś wysoko, w najdziwniejszych miejscach. Był rower na znaku na rondzie, ale nawet ktoś dziecku koparkę na dach wstawił 😄

Ale my poszliśmy dalej, pod górę. Strasznie strome są tu zboczą i Mają trochę protestowała, ale jakoś doszliśmy i widok był tego warty.

Nie wiem jak i dlaczego dzieci po powrocie miały jeszcze siłę na trampolinę, a później jeszcze na basen…