Finalborgo
Czyli dawna część Finale Ligure. Bardzo ładnie zachowane średniowiecze miasteczko, z wielkimi murami obronnymi i dwoma zamkami górującymi nad miastem. My weszliśmy do kościoła, który okazał się chyba najbardziej bogato zdobionym ze wszystkich, jakie do tej pory tu widzieliśmy.







Trochę przeszliśmy się uliczkami i wdrapalismy się na pierwszą górę zamkowa. Tam jeszcze było sporo ludzi, ale im dalej w stronę gór tym spokojniej się robiło. Po drodze mija się kilka ciekawych kościółków, gaje oliwne, a z daleka widać już skałki.








W kocu trzeba już bardziej konkretnie podejść przez las, znaleść odpowiednie zejście ze szlaku i już jest się przed jaskinią. Jest ogromna i można było się gdzieś w niej wspiąć. No to po wspinaliśmy, przeszliśmy przez bardzo wąską dziurę i nagle… niebo wspinaczy! 😀 Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy i efekt był piorunujący.








Niedaleko są jeszcze ruiny zamku i kolejny opuszczony kościółek. Weszliśmy do niego, do dolnego kościoła i patrzymy, a tam dziura jakaś. Marcel zaczął wchodzić, a to następna jaskinia!






W końcu był czas na piknik i wracaliśmy w dół. W planach był dalszy spacer, jeszcze jedna jaskinia, ale krucho było z czasem.






To było chyba najładniejsze miejsce w tej okolicy i mam ochotę wrócić na więcej.