Fahrenzhausen-Dachu
Dzisiaj bardzo trudny odcinek drogi zrobiłyśmy. Chyba tylko trochę ponad 20 km, ale bez formy po wakacyjnej przerwie, niewyspane i w padającym co chwila deszczu. Rano w ogóle miałam wątpliwości, czy ruszymy, bo tak strasznie lało, ale trochę odczekałyśmy i poszłyśmy. Chyba wszystko lepsze niż siedzenie w domu.
Droga ogólnie mało ciekawa, przez pola, trochę przy rzece Amper, ale dosyć monotonna. No i ten deszcz 🫣



W końcu weszłyśmy na większy odpoczynek do Ampermoching (drogą św Jakuba omijała miasteczko), myślałyśmy, że zatrzymamy się w przedsionku kościoła, ale po drodze natknęłyśmy się na całkiem sympatyczny sklepik samoobsługowy przy gospodarstwie, gdzie można było kupić kawę, kiełbaski i usiąść na piknik pod dachem. Miejscowy kościółek ładny, ale świetny był cmentarz ze starymi nagrobkami.



Tutaj zaczęło nas już zmęczenie, a znowu deszcz i 10 kilometrów przed nami. Ciezko było.





W końcu wyszło słońce, przestało padać, a my weszłyśmy na przedmieścia Dachau. Samo miasto jest mało ciekawe i obciążone historią, ale starówka jest piękna. Doszłyśmy do informacji turystycznej, gdzie można dostać pieczątkę pielgrzyma, ale niestety było już zamknięte.


Za to kilaka kroków dalej jest świetna restauracja grecka i tam skończyła się nasza wędrówka, talerzem z przekąskami i szklaneczka retsiny.


Ja poszłam jeszcze na chwilę na zamek, bo jest stamtąd niesamowity widok na Monachuim i Alpy.



