Burza nad Budvą
Wstaliśmy dzisiaj zupełnie niewyspani, bo jeszcze o trzeciej nad ranem słyszeliśmy muzykę z jakiegoś disco. No masakra jakaś, ogólnie bardzo duże zanieczyszczenie hałasem tu jest, ciągle coś gdzieś gra, ludzie są głośni.
Prognozy były takie, że już gdzieś od południa miało padać, więc zdecydowaliśmy już nigdzie nie jeździć tylko pójść na najbliższą plażę. W zasadzie to była idealna pogoda, bo było ciepło, ale przynajmniej słońce nie przypiekało.


Zjedliśmy obiad, odpoczęliśmy a deszczu dalej nie ma. No to wymyśliłam, że pójdziemy na długi spacer wzdłuż wybrzeża, może nawet do św. Stefana dojdziemy, bo to tylko trochę ponad 6 km.
Chmury się przewalały, czasem wyglądało słońce, na morzu wielkie fale, ale wyglądało na to, że damy radę dojść bez deszczu. Doszliśmy do kościółka już w następnej zatoce, odwracamy się, a nad Budvą czarne niebo. Szybka decyzja: idziemy na autobus. Ale burza zdarzyła się zacząć. Gdzieś tam się schowaliśmy pod dachem, ale w kocu trzeba było wyjść i jakoś przebić na przystanek. Trochę przemokliśmy, trochę nas wiatr wychłodził ale autobus w końcu przyjechał i przeżyliśmy 😀




