Budva
Rano pożegnaliśmy Kotor i serpentynami wjechaliśmy na sama górę nad miastem. Ale co to są za serpentyny! Co za droga! Widoki wspaniałe, im wyżej, tym lepsze, przez dwie zatoki aż do morza.




Później, przez ładny płaskowyż/ Park Narodowy przyjechaliśmy do Cetinje, dawnej stolicy Czarnogóry. To malutkie miasteczko, ale ma swój klimat i kilka muzeów. My w zasadzie chcieliśmy tylko zobaczyć klasztor, ale po drodze weszliśmy do malutkiego kościołka i okazało się, że są tam groby króla Nikola i jego żony. A klasztor też ciekawy, przede wszystkim dlatego, że było widać mnichów, którzy chodzili, śpiewali, ze sobą rozmawiali. Zjedliśmy tam też obiad i ceny były bardziej przystępne niż w Kotorze, a do tego było miło i smacznie.







Dalej pojechaliśmy do Budvy. Najpierw wstąpiliśmy do supermarketu pouzupełniać zapasy i ceny były tam po prostu z kosmosu. Ogólnie jest tu drogo, ale tu był poziom szwajcarski. No na serio, niektóre ceny dwa i więcej wyższe od tych w DE.
Za to w apartamencie miła niespodzianka: okazało się, że coś tam im nie pyknęło z rezerwacjami, mają za dużo gości i muszą nas dać gdzieś do budynku obok. No i dostaliśmy mega fajne mieszkanie, o wiele większe od tego, co zamawialiśmy, z parkietami, pralką (mega ważne, jak się pozwala spakować po trzy koszulki na osobę) i co prawda trochę po skosie, ale z widokiem na może i wysepkę ☺️
Poszliśmy chwilę popływać, ja jeszcze weszłam na starówkę. Jest mała, ale taka przytulna, spokojniejsza od Kotor. Za to na linii plaży restauracje, turyści, „muzyka“. Trochę za dużo się dzieje jak na mój gust.







